W niedzielę 27 kwietnia 2025r. ulicami Lublina przeszedł Marsz Życia. Marsz, w którym wzięło udział kilkudziesięciu uczestników, był protestem wobec wszelkich form antysemityzmu, jakie pojawiają się w naszym kraju.

W marszu uczestniczyły też osoby z naszego Kościoła. W trackie marszu dr Florian Kubsch z Niemiec odczytał przesłanie, w którym wyrażał żal za grzechy swoich przodków popełnione na narodzie żydowskim i polskim i poprosił o wybaczenie za wszystkie zbrodnie, cierpienia i pogardę, które miały miejsce ze strony jego rodziny.

Marsz zakończył się na Placu Ofiar Getta.

Poniżej zamieszczamy przemówienie dr Floriana Kubsch, kóre wygłosił podczas Marszu Żywych w Lublinie.

Marsch des Lebens in Lublin 2025: Familiengeschichte Florian Kubsch

Marsz Życia Lublin 2025. Rodzinna historia Floriana Kubsch


Dzień dobry
Nazywam się Florian Kubsch. Mam 39 lat i pochodzę z Tübingen z Niemiec, około 20 kilometrów na południe od Stuttgartu. Jestem żonaty, mam 2 letniego synka i pracuję jako nauczyciel w gimnazjum. Wraz z żoną jesteśmy od samego początku, to jest od 2007 roku, związani z ruchem Marsz Życia.

Dziękuję z całego serca za serdeczne przyjęcie w pięknym mieście Lublin. Dziękuję Małgosi i całemu zespołowi, który zorganizował ten marsz. Dziękuję wszystkim, którzy dzisiaj są tutaj obecni.

Przekazuję serdeczne pozdrowienia od Jobsta i Charlotty Bittner, założycieli Ruchu Marsz Życia i Heinza Reuss, jego międzynarodowego dyrektora.

Moja rodzina ze strony taty pochodzi z tych okolic. Mój dziadek Leo Kubsch urodził się w 1928 w Rudolfinie ( Rudolfin) koło Chełma, a mój pradziadek Julius Kubsch w 1887r w Henrysinie (Henrischen), także oddalonym około 70 kilometrów stąd.

Byli oni tzw. „Volksdeutsche“: rolnikami – osadnikami, którzy pierwotnie pochodzili z Pomorza, następnie żyli w okolicach Łodzi, aby ostatecznie osiedlić się w okolicach Chełma względnie koło Włodzimierza Wołyńskiego na terenach dzisiejszej Ukrainy.
Po uzyskaniu niepodległości i utworzeniu II Rzeczypospolitej w 1918 r posiadali wprawdzie polskie obywatelstwo, ale czuli się na wskroś Niemcami. Żyli w niemieckich koloniach, mówili po niemiecku i uczęszczali do niemieckiego kościoła.

Z Polakami, Ukraińcami i Żydami robili wprawdzie interesy, ale – jak wiem z późniejszych opowiadań moich dziadków, byli pełni pogardy wobec Polaków.
Moja babcia opowiadała takie rzeczy jak: „Zdejm czapkę, nie jesteś przecież Żydem !“ lub „Żyd nie pracuje chętnie.“
Ich polscy sąsiedzie byli dla nich „podli“, rzekomo „kłamcy“. Wyrażenie „Polnische Wirtschaft“ – “polskie gospodarzenie”- to było przekleństwo. Oni byli bardzo dumni z tego, że w ich gospodarstwie mieli polskich parobków, których traktowali w zasadzie dobrze, ponieważ mogli u nich jeść razem przy stole. Ze słów, szczególnie mojej babci, aż do jej śmierci w 2015 roku, niestety pochodziło bardzo wiele pogardy w stosunku do Polaków.
Dzisiaj się tego wstydzę.

Gdy 1 września 1939 roku Niemcy napadli na Polskę, wszedł w życie niemiecko – sowiecki pakt o nieagresji znany jako Hitler -Stalin pakt. Na podstawie jego tajnych postanowień dokonano nowego podziału Polski, a przy tym przesiedlenia Niemców ze wschodnich terenów Polski. Tak oto zostali przesiedleni moi dziadkowie wraz ze swoją rodziną do siłą zaanektowanego tzw. Kraju Warty („Reichsgau Wartheland“ ) niedaleko Poznania. W trakcie tego przesiedleńczego procesu otrzymali także niemieckie obywatelstwo.

W małej miejscowości Lubanie dostali od niemieckich okupantów nowe gospodarstwo z mleczarnią, gdzie żyli 5 lat, aż do stycznia 1945 roku, gdy musieli uciekać przed Armią Czerwoną. Moja babcia przez całe życie dużo mówiła o tej okropnej ucieczce, ale prawie nigdy o potwornym cierpieniu, które spotkało jej polskich i żydowskich sąsiadów.
Raz tylko wspomniała, że czuli zapach, gdy w niedaleko położonym obozie zagłady w Kulmhof (Chełmno) paleni byli Żydzi.

Nigdy nie mówiła o fatalnym losie polskiej rodziny Wyborskich, do których należało w Lubaniu do 1940 roku to gospodarstwo rolne z mleczarnią, gdy przejęli go moi pradziadkowie. Z pomocą czarno-białego zdjęcia mogłem przed kilkoma laty odnaleźć to gospodarstwo i spotkać tam Bogusława Wyborskiego. Był to starszy pan w wieku ponad 70 lat, który w 1940 miał dopiero 2 lata, tyle samo, co dzisiaj mój syn.

Okazało się, że to była jego rodzina, która wtedy została przez Niemców wyrzucona z własnego gospodarstwa i deportowana do tzw. Generalnego Gubernatorstwa. Z wyjątkiem Bogusława i jego jednego brata wszyscy tam zmarli. Po wojnie mógł wrócić do Lubania i mógł dzięki Bogu przynajmniej zamieszkać w gospodarstwie swojej rodziny. Gdy go tam spotkałem, natychmiast przypomniał sobie nazwisko mojego pradziadka Gustava Hirscha, którego rodzina przejęł to gospodarstwo w posiadanie. Ból z tego powodu tkwił jeszcze w nim głęboko. Gdy opowiedziałem mojej babci o tym poruszającym spotkaniu, zareagowała pogardliwie. Powiedziała: ” nie wierz temu, gdy przyjechaliśmy do Lubania było tam tylko ‚Polenwirtschaft‘ i dopiero mój ojciec zrobił tam porządek”. Taka pogarda i ignorancja – to jest moja rodzina.

Niestety muszę przyznać, że ja sam jeszcze do nie tak dawno miałem u siebie taką samą antypolską i częściowo antyżydowską postawę. Wyrażało to się w obojętności wobec cierpienia innych ludzi, uprzedzeniem wobec polskich uczniów w szkole. Nigdy nie chciałem przyjechać do Polski. Przykro mi z całego serca z tego powodu. Dzisiaj bardzo kocham ten kraj i jego wspaniałych ludzi.

Na koniec chciałbym jeszcze opowiedzieć o moim stryjecznym dziadku Friedrichu Kubsch. Friedrich Kubsch urodził się w 1922 w Rudolfinie ( Rudolfin) koło Chełma. Gdy część jego rodziny na przełomie1939/40, jak już wspomniałem, została przesiedlona w okolice Poznania, jako 17 latek pozostał w Lublinie. W dokumentach przesiedleńczych znajduje się wzmianka „Selbstschutz Lublin“. Na początku nie wiedziałem co z tym pojęciem zrobić, Samoobrona- „Selbstschutz“ brzmi na pierwszy rzut defensywnie. Gdy zacząłem zgłębiać o niej informacje, natknąłem się na naukowy artykuł, który mną głęboko wstrząsnął.

Niemiecka Samoobrona „Volksdeutsche Selbstschutz“ była to milicja, która została utworzona jesienią 1939 roku z Niemców w Polsce. Oddziały Selbstschutzu w Lublinie były bezpośrednio podporządkowane szefowi SS i policji Odillo Globocnikowi. Odilo Globocnik był także szefem “Akcji Reinhardt”. W kwietniu 1940 roku do Lubelskiego Selbstschutzu należało 1.600 osób. Byli nie tylko przydzielani do pilnowania żydowskich grup roboczych, lecz także uczestniczyli w masowych rozstrzeliwaniach dziesiątek tysięcy Żydów i Polaków. Mój stryjeczny dziadek Friedrich Kubsch był niewątpliwie częścią Selbstschutzu Lublin. Przywołam tu cytat z artykułu historyków Jansen/Weckbecker (1992): „Lubelskim Selbstschutzem kierował od lutego 1940 były zachodniopruski szef inspekcji Ludolf Jakob von Alvensleben; jego oddziały zyskały renomę niezwykle okrutnych […] sam Generalny Gubernator [Hans] Frank określał Selbstschutz jako bandę morderców lubelskiego szefa policji i SS‘, a więc znanego już Odilo Globocnika, któremu Himmler w listopadzie zlecił realizację utworzenia tzw żydowskiego rezerwatu. “
Mój stryjeczny dziadek, brat mojego dziadka, był częścią tej “okrutnej bandy morderców”, winnym śmierci tysięcy Polaków i Żydów tutaj w regionie lubelskim. Nikt w mojej rodzinie kiedykolwiek o tym rozmawiał.

Friedrich Kubsch wyemigrował na początku lat 50 tych z Niemiec do Kanady, być może także, aby uciec przed tą ogromną winą. Zmarł w Edmonton w listopadzie 2022 roku w wieku 100 lat. Kilka miesięcy przed jego śmiercią jeszcze z nim rozmawiałem telefonicznie , także zapytałem go o to co on robił w czasie II wojny. Odpowiedział mi tak niejasno, że on “był na wojnie” i to był “fatalny czas”.

Jestem dzisiaj tutaj na Marsz Życia w Lublinie, aby złamać tę zasłonę milczenia i nazwać po imieniu winy mojej rodziny wobec Żydów i Polaków.
Chciałbym w imieniu mojej rodziny Kubsch i Hirsch prosić z całego serca o wybaczenie wszystkich tych zbrodni, cierpienia, obojętności i pogardy które miały miejsce ze strony mojej rodziny. Jest mi niezmiernie przykro z tego powodu.
Dzisiaj mówię: “Nigdy więcej” i ” Niech żyje Izrael – Am Israel chai“

admin